Rydzynianka to efekt przyjaźni pięciu zdolnych kobiet

Fot. can

Ledwo wyszedłem, a już chcę wracać. Takiej szczawiowej nie jadłem od dziecka. Pierogi – bomba. A panie serdeczne niesłychanie. Cudo miejsce!

– Niebo w gębie!
– Najlepsze jedzenie na świecie.

To tylko niektóre opinie wyrażane na portalu społecznościowym przez gości Rydzynianki. Restauracja rozpoczęła działalność w czerwcu br. i od razu zyskała przychylność mieszkańców oraz przyjezdnych. Tajemnicą sukcesu jest pewien składnik, jaki panie dodają do wszystkich potraw.

To pasja i szczypta miłości – uśmiecha się Anna Serwicka, sołtyska Lasotek, współzałożycielka spółdzielni socjalnej Rydzynianka.

Oprócz niej do spółdzielni należy jej córka Natalia, obecnie studentka Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, Liliana Szewczyk – sołtyska Kłody, Mariola Smuk – zawodowa kucharka oraz Klaudia Rogowska, studentka Wyższej Szkoły Humanistycznej w Lesznie.

Na pomysł założenia spółdzielni wpadły obie sołtyski. Potem zaczęły szukać chętnych do współpracy.

Kuchnię Mariolki chwaliła cała gmina. To kucharka numer jeden w naszym regionie. Kto raz spróbuje jej dań będzie zachwycony – mówi Anna Serwicka.

Każda z nas potrafi coś smacznego przygotować – zauważa skromnie Mariola Smuk.

Moją specjalnością są rogaliki drożdżowe z domowej roboty powidłami – zdradza Liliana Szewczyk.

Pani Mariolka od ośmiu lat pracowała w Niemczech, gdzie gotowała dla Polaków. Kiedy sołtyski złożyły jej propozycję współpracy nie wahała się ani minuty.

Trafiły w dobry moment. Wcale nie chciałam wyjeżdżać z Rydzyny – przyznaje.

Ich menu nie bywa nudne. Codziennie gotują inną zupę. Raz jest borowikowa, innym razem rosół, krupnik, pomidorówka, jarzynowa, neapolitańska, szczawiowa, owocowa czy kalafiorowa… W piątkowym zestawie dnia oprócz zupy była ryba z ziemniakami i surówka z kiszonej kapusty, a dodatkowo jajko sadzone, smażone ziemniaki i mizeria. Można też było zamówić śledzia w śmietanie, filet z kurczaka z ziemniakami i surówką lub placki.

Każdego ranka, około godz. 7.00, zasiadamy do wspólnego śniadania i popijając kawę układamy menu. Dlatego jest ono tak niepowtarzalne. Naszą restaurację nazywamy domem – zdradza Anna Serwicka.

I rzeczywiście panuje tu domowa atmosfera. Wnętrze zdobią dwa pięknie odrestaurowane kredensy z przełomu lat 60 i 70-tych. Stoliki i krzesła przypominają ciepłą, babciną kuchnię. kab

Cały artykuł w 33. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*