Stara gwardia nie rdzewieje. Trochę tylko posiwiała

Jan Pawlak był nie tylko znakomitym trenerem boksu, ale przede wszystkim był dobrym człowiekiem – wspomina swojego pierwszego trenera Czesław Golik. – Młodzież garnęła się na jego treningi. Umiał z nią rozmawiać, potrafił motywować i przekazywał swoje doświadczenie oraz wiedzę.

Pawlak wychował wielu dobrych pięściarzy, którzy później boksowali w czołowych polskich klubach. Golik jest rodowitym leszczyniakiem. Wychował się na ul. Święciechowskiej. Na treningi boksu miał „rzut beretem”, więc nikt go nie musiał zachęcać. Chętnie chodził na zajęcia organizowane w „Ćwiczni”. Boks trenowali również dwaj jego bracia: Karol i Łucjan.

– W bokserskiej Polonii było wielu zdolnych chłopców i często trenowali całymi rodzinami. Bracia Skrzypczakowie czy Grochowiakowie mieli na swoim koncie sporo sukcesów – opowiada Czesław Golik, który osiem razy z rzędu zdobywał mistrzostwo okręgu wielkopolskiego.

Dwa z tych tytułów zdobył w kategorii juniorów, będąc podopiecznym trenera Pawlaka. Talent Golika szybko zauważyli przedstawiciele silniejszych klubów. Trener Polonii cieszył się, że kolejny jego wychowanek może rozwijać swoje umiejętności. Chłopak ze Święciechowskiej boksował w barwach Sokoła Piła, z którym wywalczył awans do II ligi. Następnie przeniósł się do poznańskiej Olimpii. Z drużyną z Golęcina w latach 70. wywalczył promocję do I ligi.

– Dwadzieścia lat poświeciłem boksowi i nie żałuję tego. Tylko dzięki zaangażowaniu i pracowitości trenera Pawlaka wypłynąłem na szersze wody. Był uczciwy i bardzo szanowany w środowisku. U niego na pierwszym miejscu zawsze znajdował się człowiek. Najważniejszą zasadą, której surowo przestrzegał, była szkoła. Liczyła się nauka i w drugiej kolejności sport. Gdy miałem słabsze wyniki w szkole, musiałem to nadrabiać. Na treningi mogliśmy wrócić pod warunkiem, że nie mamy złych ocen – opowiada o swoim pierwszym trenerze Czesław Golik.

Wychowanek Polonii i trenera Pawlaka ma dzisiaj 71 lat. Mieszka w Poznaniu. Przy okazji zawodów spotyka kolegów, z którymi trenował i rywalizował. Wracają wspomnienia.

– Nie jestem wychowankiem trenera Pawlaka, ale często boksowałem w Lesznie i bardzo miło wspominam Polonię i jej szkoleniowca. Złoty człowiek, który świetnie rozumiał się z młodzieżą. On potrafił pójść do rodziców i porozmawiać, często przekonać ich by syna przysłali na zajęcia, gdy widział w nim talent. Opiekował się swoimi podopiecznymi jak ojciec. Dzięki takim ludziom jak Pawlak, polski boks był na szczycie. Biało-czerwoni byli światową potęgą. Wygrywali igrzyska olimpijskie i mistrzostwa świata – twierdzi Jan Orzałkiewicz, wychowanek Budowlanych Poznań.

Wychowankami trenera Pawlaka są Bogdan Jakubowski i Albin Pudlicki. Ten drugi pochodzi z Kokorzyna i do Leszna trafił do szkoły. Wyróżniał się dobrymi warunkami fizycznymi, więc początkowo był przymierzany do koszykówki, ale wybrał boks. Trafił na zajęcia prowadzone przez Pawlaka i został.

Pudlicki jako wychowanek Polonii trafił do Gwardii Warszawa. W stolicy spędził 9 lat. Boksował w I lidze. Wrócił w rodzinne strony i po zakończeniu kariery sportowej zajął się trenowaniem młodzieży. Niekoronowany następca Pawlaka w Polonii objął stery w 1983 roku. Właśnie mija 35 lat jego pracy trenerskiej w macierzystym klubie.

Pudlicki podobnie jak jego koledzy z Polonii wspomina trenera Pawlaka bardzo dobrze i przytacza wiele ciekawych zdarzeń z jego udziałem. Nestor leszczyńskiego pięściarstwa często powtarzał swoim podopiecznym, że nie samą siłą wygrywa się walkę. Najważniejsza jest głowa. Myślenie w ringu stanowi wielki atut. Wystarczy tylko dołożyć dobrą pracę nóg i silny cios, a wynik będzie gwarantowany.

Zdzisław Nowak, prezes Wielkopolskiego Związku Bokserskiego w Poznaniu, twierdzi, że boks w mniejszych ośrodkach przetrwał dzięki zaangażowaniu takich ludzi, jak Pudlicki. Trenera Polonii określa jako człowieka-orkiestrę. Opiekun polonistów nie tylko prowadzi treningi. Jest zaangażowany w działalność klubu i związku bokserskiego. To dobry organizator, sędzia boksu i kick boxingu. Nowak zdradził nam, że z Pudlickim są rówieśnikami. Debiutowali w ringu pod koniec lat 60. Ich drogi skrzyżowały się ponownie, gdy zaczęli działać na rzecz rozwoju pięściarstwa w Wielkopolsce.

– Boks dzisiaj znajduje się w trudnej sytuacji. Część zawodników przeszła na zawodowstwo, bo tam są pieniądze. Coraz popularniejsze stają się sporty walki. Ludzie chcą oglądać widowiska, gdzie leje się krew. Telewizja to transmituje, tworząc show z niczego. Często zdarza się, że zawodnik w mieszanych sztukach walki liznął trochę boksu, zapasów i kopnięć, ale niczego nie wykonuje na wysokim poziomie – uważa Jan Orzałkiewicz.

– Polski boks kiedyś i dzisiaj, to dwa różne światy. Piękna dyscyplina sportu, która trenowaliśmy, to był nasz sport narodowy. Boks jest na igrzyskach olimpijskich. Ja już chyba do śmierci pozostanę mu wierny – wyznaje 71-letni Czesław Golik.

Stara gwardia pięściarzy spotkała się przy okazji turnieju upamiętniającego postać trenera Jana Pawlaka. Zawody zorganizowano po raz 26. Wśród gości honorowych była córka trenera Joanna Kaczyńska.

Pojedynki w ringu toczyli młodzi pięściarze, w większość początkujący kadeci i młodzicy. Do rywalizacji przystąpiło 89 zawodniczek i zawodników reprezentujący 19 klubów. Z naszego regionu swoje umiejętności zaprezentowali przedstawiciele Sportów Walki Gostyń, Boksu Rawicz i Polonii 1912 Leszno. Gospodarze wystawili ośmioro reprezentantów. W memoriałowych zmaganiach wystąpiła tylko dwójka. W wadze powyżej 80 kg zwyciężył Filip Fijałkowski, natomiast w wadze do 64 kg swój pojedynek przegrał Hubert Kielaszewski. W walkach pokazowych startowali: Samir Hućko, Aleksander Piasecki, Kamil Glapiak, Jakub Mikołajczak, Weronika Smagała i Albert Wawrzyniak.

– Zaprezentowali się z dobrej strony. Będzie z nich pociecha w niedalekiej przyszłości – powiedział Albin Pudlicki, szkoleniowiec Polonii.

Boks Rawicz miał na turnieju czterech swoich reprezentantów. Najlepiej wypadł Bartosz Kwiecień, pokonując w kategorii 75 kg Jakuba Wawrzyniaka z Copacabany Konin. Kwiecień stoczył swój piąty pojedynek w ringu. Na swoim koncie posiada trzy zwycięstwa. Dwóch pięściarzy zgłosili do udziału trenerzy SW Gostyń. Lepiej wypadł Artur Stężycki (kat. 63 kg), wygrywając z Karolem Matysiakiem z klubu Ziętek Team.
Najlepszym zawodnikiem imprezy wybrano Sebastiana Kusza z Ziętek Team, a najlepszą zawodniczką – jego klubowa koleżanka Julia Kabzińska.

Cały artykuł jest również dostępny w 46 numerze Panoramy Leszczyńskiej z 2018 roku. Zapraszamy do zakupu e-wydania:

AUTOR ARTYKUŁU: Mariusz Cwojda/fot. Mariusz Cwojda

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*