Stawiam na Dream Team ze Strzeleckiej

fot. mac

Nie ukrywam – jestem kibicem sportowym, co odczuwa czasami moja małżonka, zwłaszcza w weekendy. Wówczas ja dzierżę w ręku pilota i wybieram w telewizorze kanały sportowe. A ona to toleruje i rozwiązuje sudoku.

Ulubione dyscypliny – wiadomo: w Lesznie króluje żużel, poza tym koszykówka. Bo baloniarstwu czy szybowcom trudno kibicować, poza tym nie przeprowadza się z takich zawodów transmisji. Swoją drogą, ciekawe byłoby coś takiego obejrzeć. Tylko jak zrealizować takie zadanie. Kamery i reporterzy musieliby także latać, żeby na żywo relacjonować zmagania. Ale jak pokazać emocje w takich dyscyplinach? Nie mam zielonego pojęcia…

Co innego żużel. Tutaj emocje są, choć dozowane w rytmie: minuta wyścigu potem kilka minut spokoju i tak przez bite dwie godziny. A pomiędzy jest czas, aby porozmawiać z kolegą ze stadionu i skonsumować co nieco lub – gdy śledzimy mecz w domu – posłuchać wypowiedzi zawodników czy opinii ekspertów. Zdecydowanie ciekawiej jest na stadionie, czego w tym roku trochę doświadczyłem, oglądając na żywo zmagania żużlowców na stadionie Smoczyka.

Jak już jestem przy leszczyńskich Bykach to wypada pospekulować o ich szansach w finale play-off. Niewtajemniczonym przypomnę, iż nasi zawodnicy powalczą o trzecie złoto z rzędu. W ogóle klub z Leszna jest rekordzistą w zdobywaniu tytułów mistrzowskich (16 razy, a właściwie 17, bo w 1984 r. odebrano im tytuł). Sądząc po tym, jak szło naszym w tym sezonie, Unia jest faworytem meczu ze Spartą, tym bardziej że podczas ostatniej wizyty we Wrocławiu sprawili lanie miejscowym 55:35. Eksperci jednak ostrzegają, że drugi raz taki wynik jest mało prawdopodobny.

Stawka jest wyższa, a poza tym może wówczas drużyna z Wrocławia zastosowała tzw. kamuflaż. Czyli że specjalnie się nie wysilali, żeby uśpić czujność rywala (a więc naszych) przed finałem. Inni spece twierdzą, iż wszystkiemu winny był tor, a właściwie pogoda. Wówczas było sucho, więc tor przygotowano twardy, na którym świetnie sobie radzą Uniści. Dlatego obecnie wrocławscy kibice modlą się o deszcz, gdyż podobno na przyczepnym (czytaj: miękkim) torze jeździ im się zdecydowanie lepiej. Pokazali to w meczu półfinałowym z Zieloną Górą.

Myślę, że dobremu zespołowi, a takim jest bez wątpienia dream team ze Strzeleckiej, niestraszne są zarówno „betonowe”, jak i „kopne” tory. Poza tym mamy w swoim składzie zawodników, którzy przez cały sezon utrzymują równą formę w lidze, jak choćby Emil Sajfutdinow, Piotr Pawlicki czy Janusz Kołodziej, a także mocnych juniorów (Bartosz Smektała – Dominik Kubera), i powinniśmy być spokojni o wynik.

Gorzej z nerwami, gdy ogląda się ostatnio moje ulubione drużyny piłkarskie. Lech Poznań po dobrym początku sezonu znów gra w kratkę, przeplatając zwycięstwa porażkami i to u siebie. Słabo prezentuje się też nasza kadra narodowa. Porażka i remis w eliminacjach do Euro i to w kiepskim stylu powodują, że w połowie meczu przełączałem w telewizorze kanały.

Robert Lewandowski
redaktor naczelny