Susza odbiła się na produkcji w gorzelni

Grzegorz Konieczny, kierownik gorzelni w Turwi. Fot. Gerwazy Konopczyński
Grzegorz Konieczny, kierownik gorzelni w Turwi. Fot. Gerwazy Konopczyński

Grzegorz Konieczny, szef jedynej funkcjonującej w naszym regionie gorzelni – w Turwi, gm. Kościan, należącej do spółki Top Farms Wielkopolska, z niepokojem patrzy w niebo.

Tegoroczna wiosna z małą ilością opadów, lato gorące, jesienią też niewiele deszczu i nic nie wskazuje na to, aby było go więcej zimą – zastanawia się Grzegorz Konieczny. – Najlepszy byłby śnieg i mróz, wtedy byłaby szansa na poprawę bilansu wodnego. Obawiam się jednak że duża pokrywa białego puchu może być tylko w sferze marzeń.

Mało deszczu i ziemniaków

W gorzelni w Turwi od wielu lat przerabia się kukurydzę, żyto i ziemniaki. W ostatnich latach w szczególny sposób doceniany jest ten ostatni surowiec, z którego wytwarzana jest tzw. surówka spirytusowa. Niestety, od dwóch lat ziemniaków jest coraz mniej. W tym roku skutkiem tej sytuacji jest opóźnienie rozpoczęcia kampanii o kilka tygodni.

– Z reguły sezon produkcyjny zaczynaliśmy w pierwszej dekadzie września – tłumaczy Grzegorz Konieczny. – Do połowy grudnia przerabialiśmy ziemniaki, później na linię trafiało żyto. Od połowy stycznia, gdy z przechowalni spółki, do której należymy, wyjmowano popularne pyry, znów wracaliśmy do ziemniaków. Były one podstawą produkcji aż do czerwca. Lipiec i sierpień to miesiące postoju, kiedy są wykonywane naprawy, przeglądy i remonty.

Od 2 lat zmiana kalendarza

W ostatnich dwóch latach kalendarz technologiczny gorzelni w Turwi uległ jednak zmianie. Powodem są niższe plony ziemniaków. Jest to odzwierciedlenie suszy, która od dwóch lat doskwiera naszemu rolnictwu.

– W dobrych sezonach przerabialiśmy na spirytus od 3800 do 3900 ton ziemniaków – wyjaśnia Grzegorz Konieczny. – W 2018 r. było już tylko ok. 2600 ton. Tegoroczny bilans może być jeszcze gorszy. W większym zakresie musimy się posiłkować żytem. Sytuacja taka jest w całym kraju. Odbiorcy spirytusu z ziemniaków kupią obecnie każdą jego ilości.

W tym roku przymusowa przerwa pracy gorzelni w Turwi, z powodu braku ziemniaków, trwała od połowy czerwca do połowy listopada. Spółka Top Farms, w latach gdy nie występowała susza, z hektara potrafiła zebrać ok. 80 ton ziemniaków. W ostatnich dwóch latach jest to ok. 55 ton z hektara. Susza oznacza też niższy poziom wody w studni.

– 80 proc. wody potrzebnej do produkcji pochodzi z naszej studni – dodaje Grzegorz Konieczny. Gdybyśmy na dobę „zaprawiali” 13 zacierów, jak w normalnych latach, w studni wody by zabrakło. Obecnie na dobę, oprócz sobót i niedzieli, przerabiamy 5 zacierów i na razie nam wystarcza. Już teraz się boję, co będzie dalej, jeżeli trzeci rok z rzędu nawiedzi nas susza.

Postój nie znaczy lenistwo

W gorzelni w Turwi, która obchodziła w ub.r. 100-lecie działalności, od kilkunastu lat działa muzeum gorzelnictwa. Długi czas postoju nie oznaczał dla jej kierownika i dwóch pracowników bezczynności. Oprócz koniecznych remontów sprowadzono i odrestaurowano kilka urządzeń.

– Udało nam się ściągnąć m.in. zbiornik hydroforowy z 1932 roku, pompę do tłoczenia wody z lat 20 XX w. oraz maszynę parową z prądownicą z 1902 r. z gorzelni w Trzebinach – mówi Grzegorz Konieczny. – Ten ostatni eksponat jest szczególnie cenny. Nie wszystkie maszyny parowe mogły bowiem produkować prąd.

Gerwazy Konopczyński