Świat jest w zasięgu ręki. Wystarczy chcieć

Grzegorz Lorek Fot. arch

Z Grzegorzem Lorkiem, biologiem i założycielem koła turystycznego w I Liceum Ogólnokształcącym W Lesznie, rozmawia Anna Maćkowiak

22 lata temu założył pan w I LO w Lesznie koło turystyczne. Wspólnie z młodzieżą przemierzył pan różne zakątki świata. Co zyskujemy, podróżując spontanicznie, niekoniecznie ze wsparciem biura podróży?
Każda wyprawa wymaga przygotowania, również ta, przy organizacji której nie korzystamy z pośrednictwa biur podróży. Dziś wystarczy komunikatywna znajomość języka angielskiego, by porozumieć się w kwestii noclegu czy środka transportu. Wyprawy, które organizujemy na własną rękę, wymagają samodyscypliny i tego, by nasz mózg cały czas intensywnie pracował. To nie są wczasy, ale z takiej wyprawy człowiek wraca spełnionym. Choć rozumiem też tych, którzy lecą do Egiptu, by wygrzewać się w słońcu i o niczym nie myśleć. Widocznie właśnie tak chcą odpocząć.

Nie ma obaw, że w czasie zorganizowanego samodzielnie wyjazdu, podczas którego nie ma pilota – opiekuna, przewodnika, zabukowanego przez biuro podróży noclegu, posiłków, wydarzy się coś nieoczekiwanego?
Nie chodzi o to, by odwiedzać miejsca uważane powszechnie za niebezpieczne, sam też je omijam, ale też nie można bać się świata. Wszędzie mieszkają ludzie. Osobiście dwa razy w życiu spotkałem się z agresją ze strony drugiego człowieka i nie było to gdzieś w świecie, tylko niemal w domu: zostałem pokopany w pociągu w okolicach Bojanowa i agresywnie zaczepiony na ul. Dąbrowskiego.

Jakie rejony poleciłby pan na początek osobom, które zafascynowało podróżowanie i chciałyby wyruszyć na swoją pierwszą wyprawę życia?
Azory. Nie dlatego, że byłem tam ostatnio z moimi licealistami, ale z jednej strony Azory to jeszcze Europa, a z drugiej można tam poczuć ducha egzotyki. Dotarcie tam jest banalnie proste, klimat – 22 st. i lekka bryza, a więc idealny, porozumiemy się w języku angielskim, zapłacimy w euro. Azory to propozycja dla chcących odwiedzić miejsce, które nie jest oblegane przez turystów. Warto wybrać się również na Islandię. Nie musi to być wcale droga wyprawa. Niekiedy bilet lotniczy w obie strony kupimy za 200 zł.

A gdzie warto udać się poza Europą?

Osobiście uważam, że raz na jakiś czas powinno się odwiedzić Azję. Nie po to, by oceniać i porównywać świat europejski do buddyjskiego, hinduskiego. Ale by przekonać się, że jest na świecie cała masa ludzi, którzy żyją zupełnie inaczej. Taka wyprawa też nie musi być bardzo kosztowna. Bilet do Bangkoku i z powrotem kosztuje czasem ok. 1800 zł, a koszty życia w Azji są bardzo niskie. Wszędzie znajdziemy hoteliki, które zaoferują może nie luksusowe warunki pobytu, ale takie, które jesteśmy w stanie zaakceptować.

W który zakątek świata wybiera się pan w najbliższym czasie?
W styczniu lecę wspólnie z uczniami na Islandię, oglądać zorzę polarną. Co dalej – zobaczymy. Może Madagaskar? Ważne jest tak naprawdę to, z kim wyjeżdżamy. Z dobrze przeżytej podróży wraca się zmęczonym, ale szczęśliwym. A ludzie… dzielą się na tych, którzy są mniej i bardziej odważni, którzy nie boją się świata. Warto czasem być bardziej odważnym.

Cały artykuł jest również dostępny w 40 numerze Panoramy Leszczyńskiej z 2018 roku. Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*