Szlachetna Paczka to dobro, które rodzi kolejne dobro

Państwo Czamańscy przekonują, że warto wziąć udział w Szlachetnej Paczce. Dla nich pomoc okazała się zbawienna. Fot. Karolina Bodzińska
Państwo Czamańscy przekonują, że warto wziąć udział w Szlachetnej Paczce. Dla nich pomoc okazała się zbawienna. Fot. Karolina Bodzińska

Rodzina państwa Czamańskich w zeszłym roku została obdarowana Szlachetną Paczką. Zgłosił ich sąsiad. Byli zaskoczeni, ale przyjęli pomoc, bo rzeczywiście bardzo jej potrzebowali. To wspaniała i niezłomna rodzina, która swoją empatią, wrażliwością i wzajemną miłością udowadnia, że warto włączać się w tak cenną inicjatywę.

Agnieszka Czamańska, szefowa Koła Gospodyń Wiejskich w Żychlewie, nie urodziła się w powiecie gostyńskim. Pierwsze kroki stawiała w Śremie, tam też spędziła młodość i większość dorosłego życia.

– Ale w Żychlewie są moje korzenie. Na wsi u dziadków spędzałam każde lato – mówi Agnieszka Czamańska.

Kiedy babcia zmarła, pani Agnieszka wraz z rodziną przyjeżdżała na wieś w każdy weekend, by pomóc owdowiałemu dziadkowi Stanisławowi i mieszkającej z nim schorowanej cioci Annie.

– Dla nas to było naturalne, że w piątek po szkole i pracy pakujemy się i jedziemy do Żychlewa – mówi.

Przez długie lata stali w rozkroku. Jedną nogą w Śremie, a drugą w Żychlewie. W końcu mąż pani Agnieszki podjął męską decyzję.

– Albo zabieramy dziadków do siebie, ale na stałe przeprowadzamy się na wieś – oświadczył.

Czamańscy doskonale wiedzieli, że seniorzy nie będą szczęśliwi w Śremie, Ludzie, którzy przez całe życie mieszkali na wsi, w mieście w blokach czuliby się jak w więzieniu.

– Dlatego trzy lata temu postanowiliśmy przeprowadzić się do dziadka Stasia – wspomina pani Agnieszka.

Niewielkie oszczędności włożyli w remont starego domu. Przystosowali pomieszczenia do potrzeb pierworodnego Filipa, który z powodu rozszczepu kręgosłupa jeździ na wózku inwalidzkim.

– W końcu miał swoją upragnioną przestrzeń – uśmiecha się pani Agnieszka.

Filip, dziś student Wyższej Szkoły Humanistycznej w Lesznie, to twardy zawodnik. Nie użala się nad sobą, nie pyta dlaczego ja? Po prostu bierze się za bary z życiem, a uśmiech nie schodzi z jego twarzy.

– Na co tu narzekać, skoro społeczność Żychlewa i okolic tak serdecznie nas przyjęła? Mój tata biega, to jego wielka pasja. Ja też jestem aktywny, ale wiadomo, że na klasycznym wózku ciężko nadążyć na biegaczami. Dlatego przyjaciele taty z grupy biegowej Wiocha Biega postanowili sprawić mi niespodziankę i zebrali pieniądze na zakup handbike’a – specjalistycznej przystawki do wózka – relacjonuje Filip.

Wszystko układało się pomyślnie. Młodszy syn Czamańskich- Michaś doczekał się upragnionego psa, seniorzy czuli się szczęśliwi mając pełny dom i ciepły obiad, mąż pani Agnieszki codziennie dojeżdżał do pracy, a ona sama zaczęła udzielać się na rzecz lokalnej społeczności.

I nagle wszystko stanęło na głowie. We wrześniu 2018 roku u Filipa, wówczas ucznia maturalnej klasy, pojawiły się problemy ze zdrowiem.

– Coś wyrosło na ranie po dawnej operacji kręgosłupa i zaczęło pobolewać – mówi Filip.

Ostatecznie wylądował w szpitalu, a jego stan pogarszał się z dnia na dzień. Cała kość ogonową zajęła ropa. Lekarze postanowili ją wyciąć.

– W ciągu dziesięciu tygodni dziesięć razy trafiałem na stół operacyjny. Po pierwszym z zabiegów dostałem krwotoku. Było ze mną naprawdę krucho – wspomina Filip.

W tym samym czasie ciocia Anna dostała udaru, a jej organizm zaatakowała pałeczka ropy błękitnej.

– Zaczęła się walka o życie syna i cioci. Lekarze mówili, że Filip powinien zapomnieć o maturze. Nie pozwoliłam mu na to. Każdego dnia wiozłam do szpitala notatki. Widziałam, jak źle jest s synem. Psychicznie i fizyczne, ale zagrzewałam go do walki. I podjął rękawice – uśmiecha się z dumą pani Agnieszka.

W tym czasie finanse rodziny bardzo podupadły. Dojazdy do szpitala, specjalne opatrunki dla Filipa i cioci Anny, codzienne pranie pościeli… To wszystko pochłaniało tysiące złotych. Kiedy w listopadzie ubr. Filipa wypisano do domu rodzina wszystko musiała finansować samodzielnie.

I właśnie wtedy, kiedy zaczynało już brakować nawet na rachunki, odwiedził ich Grzegorz, zaprzyjaźniony sąsiad i przyznał wprost, że zgłosił ich do Szlachetnej Paczki.

Dziś Filip regularnie ćwiczy na siłowni ze Szlachetnej Paczki. Fot. Archiwum rodzinne
Dziś Filip regularnie ćwiczy na siłowni ze Szlachetnej Paczki. Fot. Archiwum rodzinne

– Byłam wdzięczna i skrępowana jednoczenie – mówi pani Agnieszka.

Kiedy do drzwi Czamańskich zapukały wolontariuszki, powiedzieli, że ich największą potrzebą są opatrunki, witaminy i środki czystości. Filip zapytany, o czym marzy, przyznał, że chciałby znów być w pełni sił i móc wystartować w imprezie biegowej. Do tego potrzebował jednak urządzeń siłowych. Od Szlachetnej Paczki dostał używaną siłownię. W finałowym dniu radość w tej rodzinie przeplatała się ze łzami.

Kiedy tylko lekarze pozwolili, Filip zaczął intensywnie ćwiczyć na siłowni, a w maju z powodzeniem zdał maturę. Od tego roku jest studentem WSH w Lesznie.

– Niestety, ciocia Ania odeszła od nas w sylwestrową noc – mówi pani Agnieszka.

Mimo tylu trudnych chwil Czamańscy uśmiechają się do życia, a swoją wdzięczność za okazane im wsparcie okazują pracą na rzecz lokalnej społeczności.

Ekipa z Wiocha Biega sprezentowała Filipowi handbike’a. Fot. Archiwum rodzinne
Ekipa z Wiocha Biega sprezentowała Filipowi handbike’a. Fot. Archiwum rodzinne

– Świetnie czuję się w roli szefowej Koła Gospodyń Wiejskich w Żychlewie. Mam wiele pomysłów na to, jak jeszcze bardziej zintegrować naszą społeczność. Bo serdeczne relacje między ludźmi są na wagę złota – przekonuje Agnieszka Czamańska.

Karolina Bodzińska