Tonący brzytwy się chwyta. Warto mu pomóc

fot. mac

Nastał czas składania PIT-ów, więc warto zastanowić się, z kim podzielić się jednym procentem. Potrzebujących jest całe mnóstwo, ale wskazać możemy tylko jeden cel. Ja już wiem, kogo w tym roku wspomogę…

Właściwie nie ma tygodnia abyśmy nie pisali na łamach o zbiórkach pieniędzy na szczytne cele, przeważnie dla osób chorych i cierpiących. Niedawno pisaliśmy o pani Ani Korza z Leszna, matce trójki dzieci, którą zaatakował rak i to ten z gatunku najgorszych. Nie ma u nas szans na skuteczną terapię. Jak wyliczyli państwo Korza, potrzebna byłaby niewyobrażalna kwota – około 2 mln zł na wyjazd do Stanów Zjednoczonych, konsultacje z lekarzami i ewentualną terapię. Ktoś powie: a nie można by leczyć tego u nas w kraju?

Przeważnie nie można, gdyż poziom naszej służby zdrowia odstaje jednak od zagranicznego. Poza tym procedury załatwiania tego wszystkiego u nas w kraju często są bardziej skomplikowane niż na Zachodzie. Mąż pani Ani opisywał na Facebooku, jak to rozsyłał zapytania do różnych amerykańskich klinik i – o dziwo – jeszcze tego samego dnia otrzymywał wyczerpujące odpowiedzi. Czy u nas jest to możliwe?

W tym numerze opisujemy dramat w rodzinie państwa Michalaków z Leszna, gdzie pan Mirosław i jego 28-letni syn Patryk cierpią na tą samą chorobę genetyczną – ataksję rdzeniowo-móżdżkową. Skutkuje ona coraz większymi kłopotami z poruszaniem się i nie ma niestety na nią lekarstwa. Ale można i trzeba z nią walczyć, choćby przez ćwiczenia, rehabilitację. Do tej pory rodzina radziła sobie z tym problemem we własnym zakresie, ale w końcu, za namową koleżanek ze szkoły, pani Iza, z zawodu nauczycielka, żona pana Mirka i mama Patryka, zdecydowała się opowiedzieć o ich problemach publicznie. Na łamach Panoramy Leszczyńskiej zwierza się, jak wygląda życie rodzin zmagających się z tego typu nieuleczalną chorobą.

Z ciężkim sercem czyta się te opowieści, a co dopiero przeżywać taką gehennę na co dzień. Dlatego warto pomagać takim rodzinom, zwłaszcza gdy mieszkają obok nas i mamy pewność , że przekazane przez nas pieniądze zostaną właściwie spożytkowane. Jak podkreśla pani Iza, nadzieją dla chorych na ataksję są komórki macierzyste. Jak się dowiedziała, chorzy jeżdżą na przeszczep komórek aż do Chin. Potrzeba kilku wyjazdów, a jeden to koszt ponad 80 tys. zł. I choć ta terapia jest raczej eksperymentalna, to – jak podkreśla Izabela Michalak – „tonący brzytwy się chwyta”. I niech się chwyta, byle to było działanie racjonalne i przyniosło jakiś skutek.

Mieszkańcy okolic Starych Oborzysk żyją natomiast inną tragedią. U państwa Robakowskich wydarzył się poważny pożar, który przynajmniej na razie pozbawił ich dachu nad głową. Na szczęście od razu ruszyła sąsiedzka pomoc. Datki dla pogorzelców zbierane są poprzez specjalne strony internetowe. Pomocy udzieliła też gmina Kościan. I tak trzeba zawsze reagować, gdy bliskim, sąsiadom czy znajomym dzieje się w życiu coś złego. Na tym polega nasza ludzka solidarność…

Robert Lewandowski
redaktor naczelny