Trzeci raz Obry w pucharach

Jakub Płotkowiak (Obra) przy piłce w walce z Marcinem Kajochem (Rydzyniak). Fot. ANDRZEJ BARTKOWIAK

Piłkarze Obry 1912 Kościan mają patent na wygrywanie Pucharu Polski na szczeblu OZPN Leszno. Podopieczni trenera Krzysztofa Knychały zdobyli to trofeum po raz trzeci z rzędu. Tym razem z kłopotami pokonali w finale 4P4S Rydzyniaka Rydzyna, wygrywając po karnych.

Obra 1912 Kościan była faworytem finałowego spotkania, które rozgrywane było w Rydzynie. Goście przystąpili do finału jednak w mocno okrojonym składzie, co musiało mieć wpływ na ich postawę. Obra męczyła się od początku. Rydzyniak z kolei wierzył, że może wykorzystać atut własnego boiska. Gospodarze grali twardo, nie odstawiali nóg w twardych starciach i toczyli dość wyrównany bój. Owszem, Obra sportowo wyglądała nieco lepiej, ale zespół z leszczyńskiej klasy okręgowej nadrabiał ambicją i zaangażowaniem. Po raz kolejny potwierdziło się, że Puchar Polski rządzi się swoimi prawami.

Rydzyniak trafił pierwszy

W 20 minucie gospodarze objęli zaskakujące prowadzenie. Do bezpańskiej piłki dobiegł w polu karnym Jurga i strzelił celnie obok bezradnego Daniela Tomczaka. Na ławce Obry konsternacja. W obozie Rydzyniaka i na trybunach szaleństwo.

Zespół z IV ligi nie chciał być jednak dłużny. Po 5 minutach doprowadził do wyrównania, a na listę strzelców wpisał się Sznabel, strzelając z prawej strony boiska nie do obrony. Wynik 1:1 utrzymał się do końca pierwszej części spotkania, co zwiastowało dalsze emocje. Spotkanie może nie stało na najwyższym poziomie, ale zaangażowania nie można było odmówić ani jednej, ani drugiej stronie. Wynik spotkania długo nie ulegał zmianie. Sporą szansę na objęcie prowadzenia mieli gospodarze. Świetną akcję przeprowadził grający trener gospodarzy Łukasz Sobecki. Piłka trafiła na głowę Szczefanowicza,ten główkował z kilku metrów, ale piłka minęła minimalnie lewy słupek bramki Tomczaka.

Kiks bramkarza

To co nie wyszło gospodarzom, udało się w 86 minucie zespołowi z Kościana. Bramka była kuriozalna. Po faulu w okolicach 20 metra od bramki Rydzyniaka sędzia podyktował rzut wolny. Do piłki podszedł Marchewka. Strzelił w światło bramki, a w zasadzie w bramkarza. Lekko uderzoną piłkę próbował złapać Rudziewicz, ale futbolówka w niewyobrażalny sposób przeszła po rękawicach goalkipera Rydzyniaka i wpadła do siatki. Obra była więc bardzo blisko rozstrzygnięcia meczu na swoją korzyść.

– W takiej sytuacji nie spodziewałem się straty bramki. Rudziewicz broni każdy taki strzał – mówił nerwowo chodzący wzdłuż linii bocznej boiska Łukasz Sobecki, grający trener Rydzyniaka, który już wcześniej opuścił boisko.

Trener jednak cały czas mobilizował swój zespół do jeszcze większego wysiłku. Kompletnie amatorska drużyna z powiatu leszczyńskiego walczyła jednak dzielnie. Sędzia doliczył do podstawowego czasu cztery minuty, co okazało się brzemienne w skutkach.

Nieugięci gospodarze

Wydawało się, że już nic nie uchroni Rydzyniaka przed porażką. Gdy mijała czwarta doliczona minuta, gospodarze mieli rzut wolny z lewej strony boiska. Na dalekie wbicie piłki w pole karne zdecydował się nie kto inny jak bramkarz Rydzyniaka Rudziewicz. Po tej wrzutce w polu karnym Obry powstało ogromne zamieszanie. Najlepiej w tej sytuacji znalazł się Szymon Kajoch, który uderzył z kilku metrów pod poprzeczkę. Tomczak nie miał nic do powiedzenia. Remis 2:2 oznaczał konkurs rzutów karnych.

– Nie powinno się nam to zdarzyć, ale taka bywa piłka nożna – mówił o stracie bramki w ostatnich sekundach Krzysztof Knychała, trener Obry.

Trenerzy obu zespołów ustalali nazwiska piłkarzy, którzy będą egzekwować ,,jedenastki”. Licznie zgromadzoną publiczność czekały dodatkowe emocje.

W karnych bramkarze w rolach głównych

Dramaturgia trwała w najlepsze, a w rolach głównych wystąpili obaj bramkarze, przy czym wiadomo było, że ktoś będzie musiał przełknąć gorycz porażki. Pierwsza i druga seria rzutów karnych należała do Rudziewicza i Tomczaka. Obaj bronili fantastycznie. W trzeciej bramkarz Rydzyniaka pokonał bramkarza Obry. Obra wyrównała. Tomczak bronił jednak już do końca, stając się bohaterem zespołu z Kościana.

– Liczyłem się z tym, że w Rydzynie mogą decydować rzuty karne. Dlatego postanowiłem, że między słupkami stanie ,,Pączek”. To jest nasz specjalista od ,,jedenastek”. Nie zawiódł, choć miałem obawy, że możemy to nawet przegrać, bo w tym sezonie nie wykorzystaliśmy już kilku rzutów karnych – przyznał już po spotkaniu trener Obry.

Pomimo porażki piłkarze z Rydzyny mogli schodzić z boiska z podniesionymi głowami. Walczyli jak przysłowiowy lew, a do szczęścia zabrakło niewiele.

– Byliśmy spisani na straty już w półfinale z Kanią Gostyń. Drogi do finału też nie mieliśmy łatwej. Po drodze odprawiliśmy z kwitkiem trzy drużyny z wyższych lig. Mam jednak megazespół, ambitnych chłopaków, którzy zostawiają na boisku całe swoje serce. Absolutnie nie mam pretensji do Rudziewicza. To dzięki niemu zostaliśmy w grze o trofeum. Nie wymieniłbym go na żadnego innego bramkarza. Daliśmy z siebie wszystko. Na dwa nasze finały wygraliśmy jeden. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś znajdziemy się ponownie w decydującej rozgrywce – powiedział Łukasz Sobecki, trener Rydzyniaka. 4P4S Rydzyniak rydzyna – obra 1912 kościan 2:2 (1:1) rz.k. 1:3

Bramki: 1:0 Jurga (25), 1:1 Sznabel (30), 1:2 Marchewka (86), 2:2 Sz.Kajoch (90+4)

4P4S Rydzyniak: Rudziewicz – Szczefanowicz, Każmierczak, M.Kajoch, Janowicz – Prałat, Sobecki, Kaźmierczak, Sz.Kajoch, Jurga – Wolański

Obra: , Tomcza k – Gelert, Marchewka, Jarka, Płotkowiak – Jandy, Sznabel, Borowiak, Krwaczyk, Waliszewski

Sędziowali: Kendzia, Marek, Duda, Widzów 250.

Andrzej Bartkowiak

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*