Udowadnia, jak silne potrafią być kobiety

Pani Krystyna z miłością swojego życia - Kazimierzem na pięknej wyspie Capri. Fot. archiwum

Krystyna Duniec, mieszkanka Rawicza, przez ostatnich 20 lat pracowała na Capri. Powód? Chciała godnie zastąpić syna, który zmarł w bardzo młodym wieku i wspomóc finansowo jego rodzinę. Wróciła w rodzinne strony po śmierci ukochanego męża. Ma 74 lata, ale nie zamierza spocząć na laurach.

Z miłości do wnuków

Kiedy na kuchennym stole pojawia się herbata, pani Krystyna wnosi wielki karton ze zdjęciami.

– To tylko część mojego życia, większość zdjęć wciąż jest w garażu. Przeprowadzka z Capri to nie taka prosta sprawa – uśmiecha się.

Wyjechała tam będąc grubo pięćdziesiątce.

Mój syn Maciej zmarł na nowotwór żołądka. Osierocił dwójkę małych synków. Damianek miał 5 lat, a Marcinek pół roku. Nie mogłam zostawić bez pomocy synową Małgosię i chłopców – opowiada Krystyna Duniec.

Od synowej dowiedziała się, że jej ciocia pracuje na Capri i zapytała ją, czy znajdzie dla niej jakieś zajęcie.

– Już kilka dni po moim telefonie powiadomiła mnie, że jest dla mnie zajęcie.

Pani Krysia była przerażona. Poinstruowano ją, że musi pojechać pociągiem do Krakowa, potem autokarem do Neapolu, skąd miała ją odebrać jakaś kobieta.

Dworzec w Neapolu był przerażający. Wszędzie śmieci i podejrzane typy.

– Jeden z nich podjeżdżał do mnie na skuterze i gestem nakazywał, żebym wsiadła. „Marito, marito!” powtarzałam, co miało oznaczać, że czekam na męża – wspomina K. Duniec.

W końcu przyszła po nią właściwa osoba i zabrała do rodziny, którą miała się opiekować: Wiktor miał Alzheimera, ale Bruna, jego żona, była w dobrej kondycji. Spodobała się Włoszce i mimo nieznajomości języka. Z opieką nad Wiktorem radziła sobie fantastycznie, ale z trudem przyzwyczajała się do jedzenia.

Kilogramy poszły w dół

– Ciężko było się najeść na zapas, więc bardzo schudłam – opowiada rawiczanka.

Miała na Capri zostać cały rok, lecz po kilku miesiącach poprosiła o kilka dni wolnego. Tęskniła za bliskimi. Po krótkich wakacjach wróciła na Capri i zmieniła pracę. Skusiła ją wyższa o 250 euro pensja. I bardzo tego pożałowała, bonowa praca przypomina niewolnictwo.

Ostatecznie godziła kilka zajęć jednocześnie: w nocy pilnowała schorowanego mężczyzny, rankiem biegła do opieki nad dzieckiem, a po południami sprzątała restaurację. Mieszkała w różnych miejscach. Najgorzej wspomina szopkę z oknami bez szyb.

Najtrudniejsze były święta z dala od bliskich. Pani Krystyna wraca wspomnieniami do Wielkanocy, gdy mieszkała z koleżanką w pomieszczeniu piwnicznym. Tak małym, że nie mieścił się w nim nawet stół.

– Ugotowałam jajka, poszewki rozłożyłam na schodach i obudziłam przyjaciółkę informując, że świąteczne śniadanie gotowe. Łza się w oku zakręciła! – wspomina Krystyna Duniec.

Miłość na zawołanie

Przeżyła na Capri wiele przygód. Wsiąkła w tamtejszą kulturę, chłonęła niesamowitą przyrodę. W 2003 r. podczas wakacji na balu w Domu Kultury Kolejarza w Lesznie poznała Kazimierza.

– Był młodszy o 12 lat, ale zakochał się i walczył o mnie niczym lew. Jestem typem silnej kobiety, ale przyjemnie było się oprzeć na męskim ramieniu. Kaziu odwiedził mnie na Capri i został tam ze mną na stałe – relacjonuje pani Krysia.

Pobrali się w styczniu 2011 roku, po śmierci pierwszego męża Krystyny.

– Kazimierz był miłością mojego życia, wspaniałym człowiekiem. Niestety, zmarł w maju ub. r. To dlatego wróciłam do kraju. Początkowo z trudem się odnajdywałam w nowej rzeczywistości, ale teraz radzę sobie coraz lepiej – tłumaczy.

Pani Krysia lubi dzielić się swoimi opowieściami o Capri, bo udowadnia nimi siłę kobiet. Była m.in. gościem w rawickim klubie superbabek. Ma jeszcze wiele życiowych planów.

Karolina Bodzińska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*