W klasztorze benedyktynów działał obóz przejściowy

Bibliotekarz opactwa brat Efrem Michalski wspomina o dwóch falach aresztowań duchownych. Fot. Gerwazy Konopczyński

Jeden z najstarszych obiektów sakralnych w regionie – noszący dziś miano opactwa – klasztor benedyktynów w Lubiniu doświadczył w swej wielowiekowej historii zmiennych losów. Był okres rozkwitu, jak chociażby w czasach panowania rodu Piastów, ale przeżywał również dramatyczne chwile. Do tych drugich na pewno należy zaliczyć okres II wojny światowej.

W swej prawie tysiącletniej historii klasztor benedyktynów w Lubiniu, gm. Krzywiń, przeżywał różne chwile. Były okresy ogromnego znaczenia i rozkwitu między innymi w czasach Piastów. Nie brakowało jednak także momentów dramatycznych, choćby najazd Mongołów czy zniszczenia podczas potopu szwedzkiego. Czasem szczególnie dramatycznym była jednak okupacja hitlerowska. To z lubińskiego opactwa wyjechało wielu księży w swą ostatnią drogę do obozu w Dachau.

Starsi do GG, młodsi do obozów koncentracyjnych

Hitlerowcy po zaatakowaniu Polski we wrześniu 1939 roku przystąpili do likwidacji grup społecznych, które mogłyby stanowić dla nich największe zagrożenie w procesie germanizacji naszych ziem. Wśród nich czołową rolę zajmowało duchowieństwo. Zgodnie z wytycznymi z Berlina ok. 80 procent duchownych miało być internowanych w klasztorach męskich, by oczekiwać w nich na transporty. Księża liczący powyżej sześćdziesiątego roku życia mieli wyjechać do Generalnej Guberni, zaś młodsi byli skazani na obozy koncentracyjne.

Dwie fale aresztowań: początek 1940 i październik 1941 r.

Dwie fale aresztowań duchownych w naszym regionie nastąpiły w pierwszym kwartale 1940 roku oraz w październiku 1941 r.

– Jednym z miejsc internowania dla duchowieństwa był klasztor w Lubiniu – mówi brat Efrem Michalski, bibliotekarz w Opactwie Benedyktynów w Lubiniu. – Trafiali oni do naszego zgromadzenia w latach 1940-1941.

Pierwszymi duchownymi, którzy zostali wywiezieni przez okupantów do lubińskiego klasztoru byli: ks. Alfons Graszyński i ks. Stanisław Nowak. Działo się to 17 stycznia 1940 r. Dziesięć dni później do Lubinia trafiło kolejnych piętnastu kapłanów, między innymi z okolic Wolsztyna.

– Ich przyjazd w bardzo mroźny dzień był dużym zaskoczeniem dla klasztoru, który nie otrzymał wcześniej żadnego zawiadomienia – relacjonował przed laty Marian Koszewski, nieżyjący już dziś kościański regionalista, zajmujący się okresem okupacji w naszym regionie. –Znalazło się jednak miejsce dla wszystkich w pokoju „Mickiewicza”, gdzie napalono w piecu, a na podłodze rozścielono słomę. Następnego dnia księża ustawili na korytarzach ołtarze, aby w spokoju można odprawić msze święte.

16 lutego 1940 roku do klasztoru w Lubiniu trafiło osiemnastu księży z powiatu kościańskiego. Znaleźli oni miejsce w muzeum ziemi kościańskiej, które utworzył ojciec Jozafat Ostrowski. W następnych dniach byli przywożeni duchowni także z innych rejonów Wielkopolski. Z powodu braku opału przenieśli się do starego budynku i mieli zakaz wychodzenia poza mury klasztorne.

Ksiądz Żuchowski ukrywał się w grobowcu

Nie wszyscy jednak stosowali się do tych zakazów i wykazali się sporą odwagą.

– Jednym z więźniów był ksiądz Witold Żuchowski ze Stęszewa – powiedział nam przed kilku laty profesor Zbigniew Wielgosz, zmarły już mediewista z Uniwersytetu imienia Adama Mickiewicza w Poznaniu, który lata dzieciństwa spędził w sąsiedniej wiosce Bieżyń. – Po przywiezieniu do Lubinia udało mu się stamtąd uciec. Przez dłuższy czas ukrywał się na miejscowym cmentarzu w jednym z grobowców. Żywność dostarczał mu jeden z mieszkańców wioski. Dzięki temu przeżył wojnę i po jej zakończeniu utrzymywał z nim kontakt.

O tych wydarzeniach prof. Wielgosz dowiedział się od swego ojca, który po wojnie był przez wiele lat kierownikiem szkoły w Bieżyniu. Poznał tego księdza osobiście.

Kwitło życie duchowe – msze, wykłady, gazetka ścienna

Jak ustalił Marian Koszewski, warunki życia w klasztorze w w tamtym okresie II wojny światowej nie były najgorsze. Duża w tym była zasługa parafii oraz rodzin internowanych. Ich egzystencja wiązała się również z rozwojem duchowym.

– Codziennie odbywały się nabożeństwa z wystawianiem Najświętszego Sakramentu – pisał w Zeszytach Lubińskich Marian Koszewski. – Organizowano dni skupienia, zebrania z wykładami, wydawano niedzielną gazetkę ścienną z karykaturami o. Leandra Kubika. Młodzi uczyli się pod kierunkiem ks. Graszyńskiego języka niemieckiego, pracowali w kuchni i w ogrodzie.

Czarny dzień – wywózka do Fortu VII w Poznaniu

22 maja 1940 roku okazał się czarnym dniem dla wielu duchownych przebywających w lubińskim zgromadzeniu. Wywieziono wówczas do Fortu VII w Poznaniu i dalej w transporcie zbiorowym do Dachau czterdziestu sześciu księży w wieku do 60 lat. Przed wyjazdem odebrano im zegarki, pieniądze i wieczne pióra.

Z kolei 6 października 1941 roku do Fortu VII w Poznaniu trafił przeor klasztoru ojciec Zygmunt Mreła. Oprócz niego osadzono w tej hitlerowskiej katowni między innymi gwardiana z Miejskiej Górki ojca Euzebiusza Huchrackiego, który wcześniej trafił do klasztoru w Lubiniu.

W klasztorze zawsze kwitło życie duchowe. Fot. Gerwazy Konopczyński
Tablica ku czci internowanych i pomordowanych. Fot. Gerwazy Konopczyński

Gerwazy Konopczyński