W teatrze spędził 45 lat

Jerzy Satanowski Fot. nat

Z JERZYM SATANOWSKIM, KOMPOZYTOREM, REŻYSEREM, BYŁYM WOKALISTĄ ORAZ DYREKTOREM ARTYSTYCZNYM TEATRU MIEJSKIEGO W LESZNIE ROZMAWIA NATALIA KURPISZ

Jak czuje się pan w roli dyrektora artystycznego Teatru Miejskiego w Lesznie?
W teatrze spędziłem 45 lat i choć jest to moja pierwsza etatowa praca, to będę nadal robił tylko to co dotychczas: tworzył teatr. Różnica polega na tym, że do tej pory byłem odpowiedzialny tylko za to, co skomponowałem lub wyreżyserowałem, a w Lesznie będę także odpowiadał za jakość artystyczną teatru. Jest to trochę więcej niż robiłem do tej pory, choćby dlatego, że moja odpowiedzialność ma konkretny zasięg i mam obowiązki przede wszystkim wobec leszczyńskiej publiczności.

Czy ta propozycja w jakiś sposób pana zaskoczyła?
Całkowicie mnie zaskoczyła. Byłem tutaj wcześniej na jednej z premier i nawet umówiłem się wstępnie z Beatą Kawką i Błażejem Baraniakiem, że wyreżyseruję w przyszłości jakieś przedstawienie muzyczne, ale do szczegółowych rozmów nie doszło. Wiele miesięcy później dyrektor teatru zadzwonił do mnie i powiedział, że szuka kogoś na stanowisko kierownika artystycznego. Powiedziałem nieco w żartach, że skoro zaczynałem swoją karierę w Lesznie, (debiutowałem w tym mieście jako gitarzysta i wokalista) to może byłoby zabawnie, gdybym ją także tutaj zakończył. Potem przeszliśmy do poważnych rozmów w wyniku, których zupełnie niespodziewanie zgodziłem się objąć tę funkcję.

Co zachwyciło pana w naszej placówce?

Publiczność! Oglądałem tu kilka przedstawień i widziałem jak publiczność je świetnie odbiera. Nawet bardzo trudne spektakle są nagradzane owacjami „na stojąco”. Postrzegam tę publiczność jako spragnioną teatru i myślącą, a publiczność to jeden z fundamentów teatru.

Jakie spektakle znajdą się na afiszu?
Jestem z wykształcenia filologiem, który już w czasie studiów recenzował spektakle teatralne. Napisałem też muzykę do ponad 350 spektakli teatralnych i wyreżyserowałem około 50 spektakli muzycznych, więc mam spore teatralne doświadczenie, ale potrzebuję trochę czasu, żeby to wszystko uporządkować w kierunku tworzenia repertuaru. Na razie mamy w planach co najmniej cztery pozycje, które chcielibyśmy tutaj zrobić jeszcze do końca sezonu. Jedną z nich byłoby przedstawienie muzyczne wg. twórczości K. I. Gałczyńskiego „I koń by pisał wiersze, gdyby mu dać sto złotych” w mojej reżyserii. Kolejna to napisana przez Andrzeja Strzeleckiego i przez niego reżyserowana sztuka „Parawan”. Mamy też propozycję, którą negocjujemy, złożoną przez reżysera Sebastiana Chondrokostasa na dwuosobową amerykańska sztukę „Branoc mama”. Uważam, że to świetna literatura i gdyby się udało obsadzić w tych rolach dwie wybitne aktorki, byłaby szansa na poruszający spektakl. Chciałbym też, aby w repertuarze jak najszybciej pojawiła się „Antygona w Nowym Jorku” Janusza Głowackiego, która wydaje mi się szalenie aktualna. Nie jesteśmy też zamknięci na inne propozycje i wciąż pertraktujemy z autorami i reżyserami, co do kolejnych pozycji.

Czy chce pan, aby po części był to teatr muzyczny?
Nie mam zamiaru przekształcać teatru w „muzyczny”, ale chciałbym aby pojawiało się tutaj chociaż jedno przedstawienie muzyczne w sezonie. Jednak wcześniej zorganizujemy warsztaty dla muzyków i śpiewaków. Może uda się się wyłonić tu, na miejscu zdolnych ludzi grających i śpiewających? Zrobimy kasting, a następnie warsztaty zakończone koncertem. Stanisława Celińska obiecała, że pomoże mi, a w finałowym koncercie zaśpiewa kilka piosenek. Wydarzenie będzie bezpłatne i odbędzie się w pierwszych miesiącach przyszłego roku.

Co chciałby pan zmienić w teatrze? Widzi pan jakieś usterki?
Myślę, że artystycznie nie ma tutaj co zmieniać… Jest to teatr bez stałego zespołu, więc go nie wymienimy. Teatr będzie tak dobry, jak dobre będą jego kolejne inscenizację. Największym problemem jest to, że jest on impresaryjny, a więc proces angażowania artystów zaczyna się od początku przy każdym kolejnym spektaklu. Trzeba sprawdzić nie tylko czy aktorzy chcą zagrać, ale też czy mają wolne terminy, a potem to wszystko zsynchronizować. Jeżeli jest sześciu aktorów i każdy jest z innej miejscowości, to synchronizacja tego wszystkiego jest czasami zjawiskiem karkołomnym. Do tego trzeba wziąć pod uwagę finanse. Nie jestem tutaj od dzielenia pieniędzy, ale też nie mogę obiecać, że zrobimy kilkanaście premier w sezonie, bo musimy mieć na to środki.

Jakie zobowiązania zatrzymują pana w innych miejscach?
Nie mam żadnych innych etatowych zobowiązań. Nie jestem jednak w stanie wyżyć wyłącznie z pensji kierownika artystycznego, więc nadal będę komponował i reżyserował. Wydaje mi się, że to się da pogodzić, tym bardziej że „kierownik artystyczny” to nie jest funkcja, wymagająca codziennej obecności w teatrze. Przypominam też, że na miejscu jest stale dyrektor naczelny tego teatru Błażej Baraniak, który jest również człowiekiem teatru, krytykiem, autorem, reżyserem. Mamy podobną wizję teatru i telefony, więc jesteśmy w stałym kontakcie.

Debiutował pan w latach 60 w Lesznie w grupie rockowej „Następcy”.
Wtedy byłem człowiekiem, który zaczynał, a teraz zbliżam się do końca swej pracy, więc ta klamra jest dla mnie wzruszająca, ale nie ma znaczenia dla widzów. Oni chcą mieć fajny teatr, a nie spotkanie z człowiekiem, który 50 lat temu zaśpiewał parę piosenek.

Jakie jest Pana stanowisko na temat konfliktu na linii Baraniak-Kawka?
Staram się tym konfliktem w ogóle nie zajmować, nijak nie uczestniczyłem w odejściu Beaty Kawki i nie miałem na to żadnego wpływu. Błażej Baraniak nie rozstawał się z nią z myślą, że ja będę jej następcą. Zdarza się w teatrze, że dwóch dyrektorów się nie dogaduje i ktoś musi odejść. Wydaje mi się bardziej logiczne, że został Baraniak, który ten teatr stworzył i jest osobą mieszkającą w Lesznie. Wracając do mnie: gdybym rywalizował z Kawką lub w jakiś sposób wygryzł ją ze stanowiska, to może miałbym jakieś wyrzuty sumienia. Ta sprawa mnie nie dotyczy.

Większość aktorów grających na leszczyńskiej scenie stanęła po stronie Beaty Kawki i zrezygnowała z grania w teatrze. Skutkuje to tym, że sztuki z ich udziałem po prostu się nie odbędą…
Wspomniałem już o czterech nowych premierach, które planujemy. Ponadto podjąłem rozmowy z niektórymi aktorami i niewykluczone, że w jakimś stopniu uda się ich namówić do powrotu. Teatr materialnie posiada prawa do zrealizowanych przedstawień, dlatego będziemy dążyć, aby niektóre z nich z powrotem znalazły się w repertuarze, choć może nie w tym samym składzie aktorskim. Pewnie będzie tak, że część aktorów lojalnych wobec Kawki nie zechcą grać w Lesznie i trzeba to uszanować. Na pewno ten konflikt utrudnia nam pracę, ale nie sparaliżuje dalszego funkcjonowania teatru.

Czy Leszno przypomina miasto z czasów młodości?
Nie do końca. Kilka tygodni temu obszedłem wszystkie miejscach, które pamiętałem z dawnych lat. Niektórych z nich nie poznałem, a inne wydają mi się takie same, jak kiedyś. Leszno wygląda w tej chwili na miasto bogate i zadbane. Miasto jednak to nie tylko mury, ale przede wszystkim ludzie. Czułbym się dobrze, gdyby ci ludzie pokochali teatr. To jest dla mnie ważniejsze niż cieszyć się, że jakieś mury się zachowały i smucić że jakieś inne nie.

Planuje pan się tu osiedlić?
Nie. Mieszkam w Warszawie i na razie nie myślę o przeprowadzce. Do Leszna będę po prostu dojeżdżał.

Cały artykuł jest również dostępny w 44 numerze Panoramy Leszczyńskiej z 2018 roku. Zapraszamy do zakupu e-wydania:

AUTOR ARTYKUŁU: Anna Machowska

1 KOMENTARZ

  1. Mam nadzieję, że nowy dyrektor artystyczny pomyśli o dzieciach szkolnych i przygotuje dla nich premierę, bo dzieci czekają, spragnione teatru, a na razie cisza… Zapomniano o nich… Tak, tak będą Misiowe opowieści, ale to dla przedszkolaków…. Oczywiście może być powrót do sprawdzonych przedstawień “Tajemnica Tomka Sawyera”, “Królowa Śniegu “itp. ale proszę pamiętać o dzieciach:). Tym bardziej, że na tych przedstawieniach pojawia się wielu dorosłych 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*