Walka o wykup konia z lipnej „adopcji”

Osoby, które rozpoznają konia, prosimy o kontakt z redakcją przez nasz profil na Facebooku. Fot. Patrycja Zakręta/Facebook
Osoby, które rozpoznają konia, prosimy o kontakt z redakcją przez nasz profil na Facebooku. Fot. Patrycja Zakręta/Facebook

Mieszkanka Wrocławia szuka konia oddanego w dobrej wierze do darmowej adopcji. Zwierzę, wbrew uzgodnieniom z organizatorką adopcji, trafiło do handlarza i dalej – prawdopodobnie gdzieś w okolice Leszna. Była opiekunka chce odnaleźć ,,Atlantyka’’ i go wykupić. Gwarantuje mu też opiekę.

Wrocławianka Patrycja Zakręta jest miłośniczką koni. 23-letnim wałachem o imieniu Atlantyk miała okazję zajmować się dzięki uprzejmości właściciela. Płaciła za możliwość wynajmu konia i jeździła na nim. Właścicielem był starszy mężczyzna, którego zdrowie z czasem nie pozwalało już na opiekę nad zwierzęciem.

Miał mieć tam emeryturę

– Podjął decyzję o tym, że Atlantyk musi trafić w nowe, dobre ręce, a ja wtedy nie miałam jeszcze możliwości zapewnienia mu opieki. To było dwa lata temu. Zapadła wówczas decyzja o przekazaniu Atlantyka we właściwe, opiekuńcze ręce. Wspólnie zaczęliśmy poszukiwania dla niego domu adopcyjnego. Koń był w dobrej kondycji. Chodził w siodle, pracował. Trafił do darmowej adopcji do Czapur niedaleko Poznania. Oczywiście za darmo. Dopiero po tej adopcji dowiedzieliśmy się, że to był ogromny błąd. Minęło jednak sporo czasu – mówi Patrycja Zakręta.

Zamiast adopcji sprzedaż

Jej zdaniem gospodarstwo w Czapurach miało dopuścić się dalszej odsprzedaży bezpłatnie przekazanego konia.

Po czasie dowiedziałam się, że w Czapurach takie rzeczy mają, niestety, miejsce. Z tego, co wiem, to szósty koń, który został tak potraktowany, ale wciąż nie ma konsekwencji wobec sprawców. W międzyczasie właściciel dostawał zdjęcia, które były po prostu zafałszowane i miały dokumentować rzekomą ,,adopcję’’ w dobrych warunkach – dodaje Patrycja Zakręta.

Wrocławianka, gdy dowiedziała się o losie Atlantyka, postanowiła natychmiast odkupić konia. Rozpoczęła poszukiwania. Wtedy też dopiero zobaczyła umowę między dawnym właścicielem a gospodarstwem w Czapurach. Okazało się, że zapisy prawne w niej zawarte nie chronią koni przed dalszym handlem. Mężczyzna nie przeczytał dokładnie wszystkich paragrafów.

Atlantyk trafił pod Leszno?

Nie byłam obecna przy podpisywaniu umowy, bo nie byłam stroną w tej sprawie. Dziś wiem jedynie, że Atlantyka sprzedano handlarzowi. Kontaktowałam się z nim. Zapewnia, że sprzedał konia dalej, ale twierdzi, że nie pamięta dokładnie, komu. Miał podobno trafić do gospodarstwa agroturystycznego gdzieś pod Lesznem – mówi Patrycja.

Zdesperowana podjęła decyzję o chęci wykupu konia i jego osobistej adopcji. Ślad po zwierzęciu jednak zaginął pod Lesznem. Wrocławianka kontaktowała się ze wszystkimi gospodarstwami agroturystycznymi i stajniami pod Lesznem, które znalazła w sieci. Bez skutku.

Liczę na pomoc. Może ktoś rozpozna Atlantyka na zdjęciach. To wspaniały i dość duży koń. Ma 170 centymetrów w kłębie. Jest rudy, na tylnych nogach ma dwie ,,skarpetki’’ lewą dłuższą, a na głowie ma białą gwiazdkę – mówi P. Zakręta.

Od feralnej „adopcji’’ minęły już dwa lata, ale sprzedaż konia nastąpiła po około roku. Czy zwierze faktycznie jest gdzieś pod Lesznem, czy może zostało jednak sprzedane na rzeź? Patrycja ma nadzieję, że pozytywny finał sprawy.

Wciąż jest szansa na odnalezienie konia.

Dzwoniłam do rzeźni i wszędzie słyszałam, że dziś nie da się ,,wstawić’’ konia pod fałszywym paszportem. Rzeźnie mają obowiązek odsyłać paszport w ciągu siedmiu dni od uboju, a on – jak mnie zapewniano – nigdy nie wrócił – dodaje Patrycja.

Wrocławianka jest zdesperowana. Udało jej się zebrać pokaźną kwotę, którą gotowa jest przeznaczyć na wykup konia.

Jestem przygotowana nawet na 20 tysięcy złotych. Tak bardzo chcę Atlantyka otoczyć opieką – wyznaje na koniec.

Michał Wiśniewski