Wyposzczony w poście

fot. S. Skrobała

Jak przystało na katolika, w okresie Wielkiego Postu poszczę. Nie od zawsze, raptem od dwóch lat. Nie jest to może wielkie wyrzeczenie, ale w tym czasie nie jem słodyczy. Motywuje mnie nie tyle głęboka wiara, co nadzieja, iż dzięki 40 dniom wstrzemięźliwości uda się zrzucić kilka kilogramów. Do tych praktyk zainspirował mnie pewien leszczyński polityk, który także w tym okresie pości.

Podobno coraz więcej Polaków decyduje się na poszczenie: nie piją alkoholu, odstawiają mięso, rezygnują ze słodyczy. Nie chodzi mi o bycie „trendy”, lecz o kłopot ze zbędnymi kilogramami. Czego ja już nie robiłem, by ich się pozbyć? Stosowałem różne diety na czele ze sztandarową, tzw. MŻ, czyli „mniej żreć”, a także inne znane, np. proteinową Dukana czy radykalną, 13-dniową dietę kopenhaską. Efekty, owszem były, ale gdy człowiek wracał do starych nawyków żywieniowych, wracała też i waga. W końcu, w odruchu desperacji, zacząłem uprawiać sport, a więc jazdę rowerem, potem biegi, a od kilku lat także zajęcia fitness.

Sport stał się na pewno nowym sposobem na spędzanie wolnego czasu, ale w sprawie zasadniczej pomógł mi połowicznie. Owszem, biegałem kilometry w plenerze, wylewałem hektolitry potu na zajęciach fitness. Większym problemem okazały się jednak konsekwencje rzucenia palenia – w ciągu roku przytyłem i to sporo. Bo decydująca w całym tym pilnowaniu czy zrzucaniu wagi jest dieta! Podobno tylko w 30% nasza waga zależy od wysiłku fizycznego, natomiast decydujące znaczenie ma odpowiednie odżywianie się. Jeśli w ciągu dnia spożyjemy więcej kalorii niż jesteśmy w stanie ich spalić, to bilans jest niekorzystny. Ważne jest, co jemy, kiedy i w jakich ilościach. Obfita kolacja i dopychanie się słodyczami to jeden z moim głównych błędów żywieniowych. Dodatkowym problemem jest też „zajadanie stresu”.

Uświadomienie sobie swoich ułomności to jedno, ale uporanie się z nimi, to drugie, znacznie trudniejsze, zadanie. Dlatego poszczenie w czasie postu jest doskonałą okazją nie tylko do duchowego, ale przede wszystkim do żywieniowego nawrócenia się. A dla chcącego nie ma nic trudnego. Oczywiście, nie jest łatwo, zwłaszcza przez kilka pierwszych dni, gdy organizm funkcjonuje „na głodzie”, lecz potem jest już lepiej. Podstawowym problemem jest utrzymanie niższej wagi po zakończeniu kuracji. Na razie mam mocne postanowienie, by ten post przedłużyć w czasie i nie ulec urokowi wielkanocnych serników czy mazurków. Skoro nasi przodkowie potrafili większość roku przeżyć na postnym jedzeniu, to dlaczego nie możemy i my?

W tradycji staropolskiej było około 200 dni postnych. W okresie Wielkiego Postu jedzono głównie żur postny, ziemniaki, kiszoną kapustę, brukiew, śledzie czy chleb. Tylko w niedzielę i święta pozwalano sobie na lepsze jedzenie. Post nie był tak dokuczliwy na szlacheckich dworach i na zamożniejszych plebaniach, gdzie raczono się rybami, a także nabiałem i lepszym chlebem. Ale generalnie lud jadł skromnie i dzięki temu chłopi byli szczupli, zaś plebani – raczej zaokrągleni. Teraz pod tym względem panuje większą demokracja: brzuchy noszą jedni i drudzy, bowiem prawie każdego stać na dobre jedzenie. Wszystko decyduje się raczej w naszej głowie. A więc głowy do góry, brzuchy w dół!

Robert Lewandowski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*