Z powodu błędu apteki brała wyższą dawkę leku

Po blisko pięciu miesiącach badania sprawy ubezpieczyciel zaproponował Łucji Wawrzyniak 8 tysięcy złotych odszkodowania
Po blisko pięciu miesiącach badania sprawy ubezpieczyciel zaproponował Łucji Wawrzyniak 8 tysięcy złotych odszkodowania. Fot. Karolina Bodzińska

Łucja Wawrzyniak, mieszkanka Wschowy, przez trzy miesiące przyjmowała dwukrotnie większą dawkę leku niż tę, jaką przepisał jej lekarz. Pomyłka nastąpiła w aptece, przy wydawaniu medykamentu. 29-latka zażądała zadośćuczynienia. Apteka odmówiła, ale zgłosiła sprawę ubezpieczycielowi, a ten zaproponował ugodę w wysokości 8 tys. zł.

Łucja Wawrzyniak choruje m.in. na padaczkę. Od lat przyjmuje te same leki wydawane na receptę. Zazwyczaj robi zakupy w zaprzyjaźnionej aptece. Tak było i tym razem. W styczniu br. udała się do apteki Osiedlowa we Wschowie.

Z dnia na dzień gorzej

Po wykupieniu leków zaczęła je regularnie zażywać. Niestety, z dnia na dzień zaczęła się gorzej czuć.

– Stałam się apatyczna, przesypiałam całe dnie. Nie byłam w stanie podjąć pracy zawodowej. Zaczęłam tyć. Wystraszyłam się tych objawów. Zbadałam się pod kątem cukrzycy i problemów z tarczycą, ale wszystko było w normie – relacjonuje Łucja Wawrzyniak.

W sumie, jak mówi, w ciągu 3 miesięcy przytyła 18 kg. Z czasem do listy przykrych objawów dołączyły dolegliwości jelitowe. W drugiej połowie marca br. poszła do lekarza po lek na jelita.

– Przy okazji poprosiłam panią doktor o nową receptę na lek, który przyjmuję na stałe, bo już powoli kończył mi się zapas. Z receptami wróciłam do domu. Na recepcie jak zwykle była dawka 150 mg. I dopiero wtedy do mnie dotarło, że na opakowaniach leku, który wykupiłam w styczniu br. jest dawka 400 mg! Byłam wstrząśnięta. Zadzwoniłam do pani doktor z pytaniem, czy pomyliła się wypisując w styczniu recepty, ale stanowczo zaprzeczyła – relacjonuje Łucja Wawrzyniak.

W praktyce od 15 stycznia do 27 marca br. Ł. Wawrzyniak przyjmowała dwukrotne większą dawkę leku. Jeszcze tego samego dnia udała się do apteki Osiedlowa, gdzie otrzymała kserokopię recepty realizowanej 15 stycznia br. oraz potwierdzenie podpisane przez technika farmacji, iż wydano dawkę 400 mg zamiast 150 mg. Kilka dni później mieszkanka Wschowy wysłała do apteki pismo w którym zażądała 22 tys. zł zadośćuczynienia. Kolejne takie pismo, w jej imieniu, wysłał adwokat. Za każdym razem odpowiedz apteki była odmowna. Michał Szczudło, pełnomocnik apteki, umotywował to faktem, że pani Łucja nie udowodniła negatywnych skutków zażywana leków w zwiększonej dawce oraz że przedstawiła jednie opinię lekarzy o możliwych skutkach ubocznych, a same opinie powstały wyłącznie na bazie relacji pacjentki. W kwietniu br. apteka zgłosiła roszczenie ubezpieczycielowi.

Jak doszło do pomyłki

– Mówiąc najprościej to złośliwość rzeczy martwych. Mianowicie, weryfikacja która zawsze jest w aptece przeprowadzana niejednokrotnie i drobiazgowo (o czym świadczy chociażby fakt, że apteka działa od 1997 r. i nigdy wcześniej taka sytuacja się nie zdarzyła), nie mogła „wychwycić” tej omyłki, albowiem po wydaniu recepty farmaceuta nadrukowuje na tyle recepty dane wydanego leku, którego kod kreskowy jest zeskanowany. Weryfikacja polega m.in. na porównaniu awersu i rewersu recepty pod kątem zgodności. W tym przypadku – recepta jest de facto małym kawałkiem papieru – z racji specyfiki nazwy leku w komputerze nadruk nie zawierał informacji o dawce, ponieważ została ona ucięta przez drukarkę (za mało miejsca na recepcie) – tłumaczy mecenas Szczudło.

Jak zauważa pełnomocnik apteki, nie żyjemy w Ameryce, gdzie odszkodowanie ma charakter represyjny i stanowi swoistą „karę” za sam fakt zaistnienia zdarzenia.

– W Polsce funkcją odszkodowania (pojecie szersze, zawiera w sobie zadośćuczynienie) jest naprawienie rzeczywiście poniesionej i udowodnionej szkody. Takie świadczenie nie może prowadzić do nieuzasadnionego wzbogacenia poszkodowanego, a ma naprawić szkodę, jeżeli takowa wystąpiła – mówi M. Szczudło.

24 września, po blisko pięciu miesiącach od zgłoszenia szkody ubezpieczyciel zaproponował ugodę – 8 tys. zł.

– Po rozmowie z adwokatem zdecydowałam, że przemyślę sprawę ugody. Mam wątpliwości czy kwota jest adekwatna do poniesionych przeze mnie strat. Zwróciłam się do ubezpieczyciela o wyznaczenie ostatecznego terminu udzielenia odpowiedzi na jego propozycję – mówi wschowianka.

Utrata zaufania

Odkąd wróciła do normalnej dawki leków czuje się lepiej. Wciąż jednak ma ogromny żal, bo taka sytuacja w ogóle nie powinna mieć miejsca.

– Wedle Kodeksu Etyki Aptekarza Rzeczypospolitej Polskiej powołaniem aptekarza jest troska o osoby powierzone jego umiejętnościom, a każde zachowanie podważające zaufanie do zawodu jest naruszeniem godności tego zawodu. Ja nie doznałam troski i bezpowrotnie straciłam zaufanie do apteki – podsumowuje Ł. Wawrzyniak.

Karolina Bodzińska