Zajazd-widmo „Pod Kaczorem” zbiera żniwo

44-letni mężczyzna wpadł do niezapezpieczonego szamba na terenie byłego zajazdu „Pod Kaczorem”. Fot. KP PSP Kościan
44-letni mężczyzna wpadł do niezapezpieczonego szamba na terenie byłego zajazdu „Pod Kaczorem”. Fot. KP PSP Kościan

W czwartek, 16 stycznia na terenie byłego spalonego zajazdu „Pod Kaczorem” doszło do tragicznego wydarzenia. 44-letni mężczyzna wpadł do szamba i niestety zginął. Do szamba wpadł także jego kolega, ale zdołał się uratować. Teren byłego zajadu jest wciąż niezabezpieczony.

Do zdarzenia doszło w Piotrowie Pierwszym w gminie Czempiń około godziny 18:30.

– Dwóch mężczyzn przebywało na terenie byłego zajazdu „Pod Kaczorem” w Piotrowie Pierwszym. Jeden z mężczyzn wpadł do niezabezpieczonego szamba, które było wypełnione m.in. wodą opadową. Drugi mężczyzna, 53-letek wskoczył do szamba i chciał ratować kolegę, ale nie dał rady go wyciągnąć. Sam jakoś się wydostał i pobiegł po pomoc do pobliskiej posesji. Na miejsce zdarzenia przybyły jednostki PSP Kościan, OSP Głuchowo i OSP Czempiń. Strażacy wyciągnęli mężczyznę, a ratownicy medyczni podjęli reanimację. Niestety 44-latek zmarł – relacjonował nam na gorąco w czwartek Dawid Kryś, oficer prasowy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Kościanie.

Śmierć wstrząsnęła wsią

53-letni mężczyzna, który się uratował, został zawieziony do szpitala w Kościanie. Na miejsce zdarzenia przybył prokurator i policja. Śmierć mężczyzny wstrząsnęła nie tylko mieszkańcami Piotrowa Pierwszego. Wiele osób pyta – czy to tej tragedii musiało dojść? Od pożaru zajazdy „Pod Kaczorem” minęło już sporo lat. Ostatni raz słynny zajazd, będący symbolem Piotrowa Pierwszego czynny był w sylwestrową noc 2015. Potem pojawił się nowy właściciel, a lokal został zamknięty.

Dziwny pożar

W sierpniu 2015 roku w nocy doszło do pożaru. Ogień strawił cały dach, poddasze, a także wnętrza. Pożar był groźny i strażacy walczyli z żywiołem całą noc. W Piotrowie Pierwszym mówiło się głośno o tym, że do wybuchu pożaru ktoś się przyczynił i że to było podpalenie. Czynności jednak tego nie potwierdziły.

O dziwo, po wszystkim nie udało się skontaktować z właścicielem czy też właścicielami obiektu. Nikt z nich także nie pojawił się na terenie pogorzeliska. Po pożarze teren ogrodzono taśmą i to było wszystko. Potem zaczęło się wielkie szabrowanie. W zajeździe po pożarze było wszystko: wyposażenie kuchni, pokoi gościnnych. Wszystko to zniknęło. Potem przez lata teren zajazdu stał się miejscem, gdzie spotykała się młodzież, pijaczkowie, a także poszukiwacze wrażeń.

Media pisały wielokrotnie, że niezabezpieczony teren zajazdu to potencjalne niebezpieczeństwo. 3 stycznia 2017 r. Fakty Kościańskie informowały o wybitych szybach w obiekcie, przez co bez trudu można było wejść do środka. Teren cały czas nie był odpowiednio zabezpieczony. Czy musi dojść do tragedii? – pytała gazeta.

– Tam może właściwie wejść każdy. Gdy zawali się dach całkowicie i ktoś będzie w środku, to dojdzie do wielkiej tragedii. Aż strach pomyśleć co się może stać – mówi wtedy mieszkaniec Piotrowa Pierwszego.

I niestety do takiej tragedii doszło 16 stycznia.

Właściciel zniknął jak kamfora

Teren zajazdu należy do prywatnego właściciela. Polskie prawo w takiej sytuacji jest bezradne. Ani policja, ani straż pożarna, ani gmina nie mogą na własną rękę terenu zabezpieczyć. O to musi zadbać właściciel, który przepadł jak kamfora.

– To wielka tragedia. Ci mężczyźni to mieszkańcy naszej wsi. Ten, który zginął, mieszkał razem z bratem. Już kiedyś mówiłam, że teren trzeba zabezpieczyć, ale kto to ma zrobić, jak nie ma właściciela? – mówi sołtyska wsi Urszula Kościuszko.

– Gmina wysłała wiele pism do właściciela obiektu. To teren prywatny i niestety polskie prawo jest takie, że mamy związane ręce – przyznaje burmistrz Czempinia Konrad Malicki.

Andrzej Rajewicz