Zbudował wysoki na 2 metry rower, którym jeździ

Marian Rapior ma skonstruowanym przez siebie rowerze Fot. Anna Maćkowiak

Marianowi Rapiorowi trudno wejść w słowo. Zwłaszcza, gdy zaczyna opowiadać o swojej pasji kolekcjonowania rozmaitych przedmiotów, ale i konstruowania niebagatelnych rzeczy. A taką jest na pewno zbudowany niedawno przez niego rower, który ma ponad 2 metry wysokości i… jeździ. Pan Marian niedawno pojechał nim nad miejskogórecki Baloton, gdzie zorganizowano tradycyjne wianki.

Najpierw zbudowałem rower-pomnik, który nie jeździ. Też dużych rozmiarów. Kiedy byłem na święcie winobrania w Zielonej Górze, zobaczyłem, że ktoś przyjechał takim dużym rowerem. Zrobiłem sobie zdjęcie i postanowiłem zmajstrować coś podobnego. Zajęło mi to cztery miesiące – wspomina Marian Rapior.

Dwa lata temu można było spotkać go na leszczyńskim rynku, gdzie podczas Szlifowania Bruku jeździł rikszą.

Rozmaite stare przedmioty kolekcjonuje od lat. Jak mówi, jedni chodzą na ryby, inni zbierają grzyby, a on odnalazł się właśnie w pielęgnowaniu staroci.

Wychowałem się w kuźni. Ojciec był kowalem – zdradza Marian Rapior. – Sam również zrobiłem sobie kuźnię. Przychodzą do mnie wycieczki przedszkolaków, uczniów, którym demonstruję, jak wygląda praca kowala.

Przy wejściu na podwórko, należące do mieszkańca Miejskiej Górki, stoją ciekawe urządzenia rolnicze, używane przed laty. Im dalej, tym pomieszczeń jest więcej. A w każdym kolekcjonerskie cudeńka.

Któż nie pamięta słynnych telewizorów Fregata, wypalarek czy rozmaicie zdobionych młynków do mielenia kawy? Przepięknie zdobionych porcelanowych serwisów czy zegarów z duszą, które pamiętają niejedno wydarzenie sprzed lat? W kolekcji Mariana Rapiora można znaleźć również stare termofory, wirówki do mleka, telefony, prawidła do butów, a nawet deskę do krojenia mięsa z… 1903 r.

Tę podkowę wykonał mój dziadek, który również był kowalem. Pod spodem wklejono filc. Gdy jaśnie pani w Golejewku jechała końmi, nie miało być słychać uderzeń podkowy – zdradza mieszkaniec Miejskiej Górki, pokazując kolejny eksponat.

Do tego dochodzi duża kolekcja starych dokumentów, z których większość przechowuje w domu, by nie zniszczyły się od wilgoci.

Swoich eksponatów nie poszukuje podczas giełd staroci. Wiele pozyskuje od mieszkańców najbliższych okolic. Przyznaje, że najbardziej cieszą go te, które naprawi własnoręcznie. Anna Maćkowiak

Cały artykuł w 26. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*