Zofia Skrzypczak-Czekajło, artystka zakochana w leszczyńskiej starówce

Zofia Skrzypczak-Czekajło bardzo zaangażowała się w działalność rewitalizacyjną na leszczyńskiej starówce, Fot. Anna Maćkowiak
Zofia Skrzypczak-Czekajło bardzo zaangażowała się w działalność rewitalizacyjną na leszczyńskiej starówce, Fot. Anna Maćkowiak

Z Zofią Skrzypczak-Czekajło umawiam się w Piekarni Sztuki. Nie może być inaczej, bo o Piekarni z pełnym przekonaniem można powiedzieć, że to jej dziecko. To tu spotyka się z członkami Sekcji Leszczyńskich Plastyków Miejskiego Ośrodka Kultury w Lesznie. A samo miejsce doskonale wpisuje się w temat rewitalizacji starego miasta, który pani Zofii jest bardzo bliski.

Spójrzmy jednak nieco wstecz. Jak przyznaje leszczynianka, jej przygoda ze starówką rozpoczęła się już w dzieciństwie, ponieważ całe życie mieszka w ścisłym centrum Leszna. W październiku 2016 r. usłyszała o planach budowy sali wielofunkcyjnej na terenach należących do Miejskiego Zakładu Zieleni przy ul. Norwida. Połączyła wtedy swoją wiedzę projektanta, zdobytą na Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu, z doświadczeniem życia w centrum, gdzie jej syn jest siódmym pokoleniem rodziny, zamieszkującym w tej samej kamienicy.

Zofia Skrzypczak-Czekajło bardzo zaangażowała się w działalność rewitalizacyjną na leszczyńskiej starówce. Fot. Anna Maćkowiak
Zofia Skrzypczak-Czekajło bardzo zaangażowała się w działalność rewitalizacyjną na leszczyńskiej starówce. Fot. Anna Maćkowiak

– Zmartwiła mnie ta informacja, bowiem dobrze znam układ starego miasta i wiem, że oprócz parku za Teatrem Miejskim, Placu Kościuszki oraz Parkiem Johanna Heermanna, sąsiadującym ze wspomnianym miejscem przy ul. Norwida, niewiele jest przestrzeni, w których mieszkańcy mogą spędzić czas na świeżym powietrzu, gdzie może powstać coś nowego, specjalnie dedykowanego – przyznaje Zofia Skrzypczak-Czekajło. – Przygotowałam opracowanie na ten temat, które przedstawiłam prezydentowi miasta Leszna, panu Łukaszowi Borowiakowi i powiedziałam, że nie zgadzam się na takie rozwiązanie, by w tym miejscu budować halę!

Jej wizja wspomnianej przestrzeni w rejonie Parku Heermanna zakłada stworzenie stref aktywności dla dzieci, młodzieży, a także seniorów, ma wpłynąć na uatrakcyjnienie oferty dostępnej w centrum miasta.

Dla przykładu miałaby tam powstać przestrzeń z piaskiem, z wodą, miejsce doświadczeń, górka, podział na strefy zmysłów, a to wszystko byłoby prowadzone przez ogrodnika, ludzi, którzy chcieliby dzielić się swoją pasją. Taka akcja-reakcja na zaistniałą sytuację, taka świetlica na otwartej przestrzeni. Była to wizja bardzo nowoczesna, swobodna, mocno związana z naturą, sztuką, edukacją niekonwencjonalną, bodajże niespotykana jeszcze w tym układzie – podaje Zofia Skrzypczak-Czekajło. – Cieszę się, że w projekcie na Park Heermanna ma zostać zrealizowanych jakieś 70% moich propozycji. Uszanowałam pamięć tego miejsca, na którym kiedyś znajdował się cmentarz i uhonorowałam ten fakt, tworząc w starodrzewie strefę spokojniejszą, strefę odpoczynku, a także miejsce do wystawiania i kontemplacji np. rzeźby.

Efektem jej przemyśleń była propozycja udziału w edukacji oraz działaniach budujących rewitalizację centrum miasta. Początkowo – jak mówi o sobie pani Zofia – była jednym z niewielu „zwykłych” mieszkańców, którzy uczestniczyli w dyskusjach rewitalizacyjnych.

– Na starówce dzieje się wiele, ale uważam, że najtrudniejsza jest rewitalizacja społeczna. Cały czas zastanawiam się, jest przekonać mieszkańców rewitalizacji do tego, że mają możliwość swojego czynnego udziału w tym, co dzieje się w ich najbliższej przestrzeni, co wokół niech powstaje? – pyta leszczynianka.

W tym samym czasie, Zofia Skrzypczak-Czekajło, została instruktorką Sekcji Leszczyńskich Plastyków działającą przy Miejskim Ośrodku Kultury. Spotkania odbywały się w Klubie Obok, przy ul. Narutowicza, w którym nie było miejsca, warunków potrzebnych do swobodnego tworzenia.

– Kiedy zobaczyłam, jaki potencjał drzemie w tworzących ją ludziach, powiedziałam im: albo robimy razem coś nowego, albo ja w to nie wchodzę. Mówiąc tak pół żartem pół serio – trochę ich zaszantażowałam – z czasem widzę, że było warto.

Marzeniem pani Zofii było stworzenie przestrzeni, w której miłośnicy sztuki mogliby realizować swoje pasje.

– Poprosiłam o wykaz wolnych lokali miejskie w centrum miasta. Gdy zobaczyłam ten po dawnej piekarni przy ul. Leszczyńskich, od razu wiedziałam, że takiej przestrzeni nam właśnie trzeba – wspomina.

Lokal był w fatalnym stanie.

– Poprosiliśmy pana prezydenta oraz dyrektora MZBK Jana Szafranka, o udostępnienie nam tego lokalu na próbę, na trzy miesiące. Jako sekcja zaczęliśmy go sprzątać, odmalowywać i aranżować tą przestrzeń. Nie było łatwo, ponieważ większość członków to emeryci i seniorzy. Wtedy stała się kolejna niezwykła rzecz. Zaczęliśmy się utożsamiać z tym miejscem, czego efektem była zgoda, by przeprowadzić tu dla nas remont. Dziś jest to ewenement, na pewno na skalę kraju by grupa artystów amatorów miała swoją własną pracownię malarską, w której może pracować, wystawiać się, a co za tym idzie, tworzyć ją. Jestem dumna, ponieważ to mój autorski projekt, który prowadziłam od samego początku, gdzie mogłam nadawać mu kształt. Trzeba dodać, że główną siłą motywującą byli właśnie członkowie sekcji, którzy chcieli realizować swoją pasje, a ja byłam od tego by pokazać im jak może być inaczej, lepiej – podkreśla instruktorka Sekcji Leszczyńskich Plastyków.

Serce Piekarni Sztuki jest stary piec piekarniczy. Fot. Anna Maćkowiak
Serce Piekarni Sztuki jest stary piec piekarniczy. Fot. Anna Maćkowiak

Z nazwą nie było problemu, bowiem nawiązuje do historii tego miejsca w którym przez wiele lat funkcjonowała piekarnia, gdzie nadal piec piekarniczy jest sercem lokalu. Dziś sporo się tu dzieje. Teraz można oglądać twórczość malarską zmarłej w ubiegłym roku. Elżbiety Weigt, autorki znanej z niezliczonej liczby zdjęć, członkini Sekcji Leszczyńskich Plastyków.

Anna Maćkowiak