Zostawcie kosze na ulicach. nie karać zbiorowo

fot. mac

No to mamy pierwsze efekty kolejnej śmieciowej rewolucji w kraju. Ludziska podrzucają worki ze śmieciami, gdzie popadnie, czasami np. do koszy na przystankach MZK. Z góry oświadczam, że to nie ja, gdyż – po pierwsze – nie korzystam z autobusów, po drugie – mam wysoce wyrobiony w sobie instynkt segregacji odpadów, więc pozbywam się ich w sposób zupełnie legalny.

O tym, że w brązowy pojemnik na odpadki biodegradowalne zaopatrzyłem się już dawno, pisałem kilka tygodni temu. Od stycznia, jak przykazał Komunalny Związek Gmin Regionu Leszczyńskiego, segreguję także odpady bio, zważając, by do odpowiedniego pojemnika pod zlewem (mam teraz dwa, ten drugi na zmieszane odpady) trafiły odpadki po warzywach, owocach czy fusy po kawie lub herbacie. Z kawą nie ma kłopotu, wystarczy opróżnić ekspres, natomiast pewien kłopot mam z herbatą w woreczkach. Trzeba by je za każdym razem rozrywać i fusy wrzucać do bio, a papierową saszetkę do zmieszanych lub papierowych odpadów. Ale kto ma na to czas i cierpliwość? Podobny problem widzę w firmie, gdzie także musiałem zainwestować w pojemniki na bioodpady.

Niestety, komunalny związek wypiął się na firmy, zwane w ich żargonie „nieruchomościami niezamieszkałymi” i kazał ich właścicielom poszukać sobie innej firmy (z listy uprawnionych) do podpisania umowy na odbiór odpadów. W Lesznie można wybrać spośród kilku, lecz przeważnie i tak ostatecznie wybór pada na MZO. To poniekąd zrozumiałe, gdyż i wcześniej ten miejski zakład odbierał od nich (od nas) śmieci, tyle tylko że w wyniku przetargu zorganizowanego przez KZGRL. Teraz przetarg już niepotrzebny, wystarczy podpisać umowę z MZO.

Z tymi zmianami szefostwo MZO miało też urwanie głowy, bo przedstawiciele firm zaczęli szturmować ich biuro na przełomie starego i nowego roku. W efekcie trzeba było dość długo czekać na podpisanie umowy, ale na szczęście śmieci z posesji firm były odbierane. No chyba, że ktoś nie wchodził co drugi dzień na stronę internetową MZO i nie wiedział o zmianach harmonogramu odbioru odpadów. W styczniu były trzy wersje odbioru śmieci: początkowo obowiązywał stary termin, czyli w przypadku Lipowej wtorek, potem zmieniono go na czwartek. W końcu – ponieważ odbiór odpadów zmieszanych i bio odbywa się teraz na przemian co drugi tydzień – przestawiono kolejność i w efekcie wystawiliśmy nie ten firmowy kubeł, co trzeba.

Na szczęście, po interwencji w biurze, śmieciarka podjechała po nasz przepełniony śmieciami pojemnik i teraz wszystko jest już w należytym porządku. My pilnujemy terminów, dyrekcja MZO obiecała nie zmieniać już harmonogramu odbioru. Trzymamy za słowo.

Natomiast nie mam pomysłu, jak mają sobie poradzić z podrzucaniem śmieci miasto i spółdzielnie mieszkaniowe. Na pewno rozwiązaniem nie jest usunięcie wszystkich koszy z miejsc publicznych. Może jednak lepszych rozwiązaniem jest edukacja i perswazja?

Robert Lewandowski
redaktor naczelny